Zakończono II etap remontu jazu z kaskadami w Rutkiach
Zakończono II etap remontu jazu burzowego z kaskadami
w Elektrowni Wodnej Rutki. Prace wykonywała bydgoska firma Hydro-Cor, która w ubiegłym roku budowała nową elektrownię wodną na jazie w Pruszczu Gdańskim.
Ten etap obejmował remont samego jazu burzowego, głównego zamknięcia wodnego na stopniu, nie tylko jednak od strony odpowietrznej, którą możemy oglądać na co dzień.
Wyzwaniem zarówno dla projektanta, jak i dla wykonawców, był remont upustu głębinowego, „korka" od zbiornika elektrowni, ponieważ urządzenie to prawdopodobnie od czasów budowy nie było oglądane. Można było bazować jedynie na zachowanej szczątkowej dokumentacji projektowej (sprzed 1910 roku - dokumentacja powykonawcza nie przetrwała wojen) i oględzinach przeprowadzonych kilka lat temu przez nurków - utrudnionych z powodu tak znacznego zamulenia sztolni i jej przedpola, że wejście do urządzenia byłoby mocno ryzykowne.
Rzeczywisty obraz sytuacji odsłonił się wraz z osuszeniem urządzenia - przy okazji stwierdzono, że konstrukcja dolnej części wlotu do sztolni upustu jest inna niż projektowano, toteż konieczna było szybka zmiana geometrii konstrukcji zamknięcia remontowego.
Na szczęście doświadczony wykonawca szybko się z tym problemem uporał.
Oczyszczenie powierzchniowe kamiennej okładziny kaskady jazu, uszczelnienie przyczółków i renowacja systemu drenażu były istotnym, choć nie najciekawszym elementem remontu - w tej części jednak remont będzie widoczny, ponieważ efekty pozostałych prac znajdą się wkrótce ponad 10 m pod wodą.
Szczególnie ciekawe były prace w samych sztolniach upustu dennego, na co dzień zatopionych. Okazało się, że początkowy, pojedynczy odcinek upustu jest w całości betonowy, bez żadnych okładzin, natomiast od rozgałęzienia sztolnie wylicowane są cegłą - „kanałówką", zachowaną w stanie niemal idealnym. Niemal, ponieważ w pobliżu wylotu upustu do niecki wypadowej jazu konstrukcja jazu „zdylatowała się" na całej szerokości: powstało pęknięcie niemalże prostopadłe do osi jazu. Podobnie w pojedynczej części wlotowej, gdzie również sztolnia pękła. Na szczęście pomimo odwodnienia wysięki przez nowe „dylatacje" były minimalne. Uszczelnienia korpusu jazu, planowane w dużo większym zakresie, ograniczyły się właściwie do rejonu prawego wylotu upustu głębinowego, gdzie szczelina była największa. Iniekcje wykonane wzdłuż szczeliny skutecznie powstrzymały wypływ.
Przyczółki nad kaskadą okazały się wystarczająco szczelne po udrożnieniu drenażu (wykonanie nowych, wymiennych sączków powinno rozwiązać sprawę na dłucie lata), „dylatację" na wlocie uszczelniono za pomocą plastycznej substancji SIKKA.
Wykonanie upustu dennego jest nadzwyczaj staranne, przywodzi na myśl najsłynniejsze konstrukcje inżynierskie wszechczasów: rzymskie akwedukty. Pieczołowicie obmyślane szczegóły klinowych zamknięć doszczelniających zasuwy (śruby chowane w konstrukcji belki
i odizolowane od wpływu wody), „wypieszczona" kierownica
na rozgałęzieniu sztolni, wreszcie te cudowne czerwone cegiełki
z równiutkimi spoinkami - te wszystkie szczegóły, może nieistotne
z punktu widzenia trwałości i pracy konstrukcji, na pewno nieważne, gdy idzie o estetykę obiektu - wszak na stałe pod wodą - radują serce każdego budowlańca.
Upust denny za kilka dni znów zniknie pod wodą - prawdopodobnie na następne stulecie. Pozostaną wrażenia ze spacerów ciemnym korytarzem pod zaporą i plik niepowtarzalnych fotografii.
I, oczywiście, zaktualizowana dokumentacja techniczna.
Katarzyna Trojanowska
