Sezonowe koszenie roślinności wodnej

Koszenie nie jest sprawą trudną. Bierze się kosę... chociaż nie, kosa jest rekwizytem chudej bladej Pani - wyłącznie, albowiem dziś już rzadko kto umie kosę naostrzyć i wyklepać babką. Bierze się zatem kosiarkę, elektryczną lub spalinową, idzie się na łąkę, wybierając odpowiednio suchy dzień, żeby trawy mokre nie były - i się kosi.
Na tym polega utrzymanie wszystkich porośniętych trawą obszarów: czy to będzie trawnik przed domem, czy ogródek, czy grobla albo zapora.

A kto widział kiedy kosę na łódce? Do czegóż ona miałaby służyć? Przecież każde dziecko wie, że trawy się kosi suche!

Kosiarka na łódce jest spalinowa, ma dwie ustawione prostopadle
do siebie kłapiące "szczęki", które można dowolnie zanurzać
i wynurzać kosząc trawy... wodne.

Albo - w innym modelu, ma jedną opuszczaną płozę, która trawy wyrywa z dna.

Wszystkie kosiarki wodne są lekkie, co pozwala na nawet ręczne przemieszczanie urządzeń w sąsiędztwie stopni wodnych. Maja ponadto małe zanurzenie, bardzo istotne na płytkich akwenach, które porastają najobficiej.

Jest to jeden ze sposobów utrzymania kanałów i zbiorników na wykorzystywanych energetycznie i retencyjnie rzekach. W zarośniętym trawą i innymi wodorostami kanale powstają dużo większe opory ruchu podczas przepływu wody niż w kanale pozbawionym roślinności. W przypadku elektronwi derywacyjnych, gdzie urządzenie piętrzące jest znacznie oddalone od wlotu na urządzenia prądotwórcze, taki zarośnięty kanał potrafi "urwać" nawet 5% produkcji, co w skali roku daje wcale niebagatelne kwoty.

Gdy do tego dodać zarośniętą dolną wodę i kolejne 5% strat - koszenie rzeki, z pozoru brzmiące absurdalnie, nabiera całkiem wymiernego sensu. Dodatkową korzyścią ze skoszenia roślinności
na doprowadzeniu do elektrowni jest zapobieganie tworzeniu się przy pierwszych mrozach śryżu, czyli drobnych grudek lodu, które bardzo skutecznie zatykają kraty a nawet kierownice turbin. Przez usunięcie roślin likwiduje się centra krystalizacji i inicjacja agregacji śryżu
nie następuje.

Zjawiska lodowe są główną przyczyną walki z trawami wodnymi
na zbiornikach retencyjnych. Łatwiej zamarza akwen o spowolnionym przepływie, szybszemu zalodzeniu ulegają zbiorniki znacznie zarośnięte. Nie trzeba wiele wyobraźni, by przedstawić sobie sytuację w przypadku wystąpienia wezbrania: woda wlewa się na lód i piętrzy się, zalewając tereny, które zbiornik miał chronić, śryż zaś uniemożliwia skuteczne i bezpieczne manewrowanie urządzeniami upustowymi i przeprowadzenie fali wezbraniowej przez stopień wodny.
W Zakładzie Elektrowni Wodnych postanowiono wykosić najbardziej zarośnięty odcinek rzeki wraz z najistotniejszym z punktu widzenia pracy kaskady Raduni i ochrony przeciwpowodziwej Pruszcza Gdańskiego zbiornikiem, czyli od EW Kuźnice do hydrowęzła Pruszcz.

Zbiornik w Juszkowie, sięgający dolnej wody EW Kuźnice, jest znacznie przepłycony, przez co jego zdolność retencyjna spadła
o co najmniej 30%. To bardzo niekorzystne z punktu widzenia pracy kaskady Raduni, jest on bowiem zbiornikiem buforowym o wyrównaniu półdobowym, który pozwala na zamianę szczytowej pracy dużym przepływem elektrowni położonych powyżej na pracę ciągłą, ale przepływem trzykrotnie mniejszym, takim, by bez problemów przeprowadzić wodę Radunią przez Pruszcz do Motławy i do Gdańska przez Kanał Raduni.

Taka zamiana prędkości przepływu powoduje oczywiście sedymentację osadów w zbiorniku, a że Radunia płynie przez obficie nawożone pola, więc i osady owe są nad podziw żyzne. Panują tu zatem idealne warunki do rozwoju roślinności dennej: jest płytko, a więc rośliny mają dużo światła, podłoże jest urodzajne i - siłą rzeczy - mocno nawilżone. Podobne warunki panują na odcinku rzeki pomiędzy Juszkowem a Pruszczem. Zbiornik został wykoszony, trawy spłynęły na kraty, stamtąd zostały wydobyte i przetransportowane ciągnikiem jak normalne trawy "lądowe".

 

Koszenie kanału w Pruszczu było o tyle kłopotliwe, że na powierzchni wody tworzył się gruby "kożuch",
więc przemieszczanie się kosiarkiw miarę postępu prac stawało się coraz trudniejsze. Jednak lekka konstrukcja sprzętu i jego niewielkie zanurzenie pozwoliłyna wykoszenie całego kanału.
Przy okazji na wysypisko trafiło wiele wszelkiego dobra, które mieszkańcy nadrzecznych domostw przez pomyłkę zapewne wrzucili do rzeki, zamiast do kosza.

Rzeka w sasiedztwie elektrowni nie była koszona od połowy lat sześćdziesiątych, więc przysłowiowi "najstarsi Kaszubi" nie pamietają, czy i jakie są skutki wykoszenia koryta. Nadchodzące mrozy i wiosenne wezbrania na Raduni pokażą, czy zastosowane zabiegi przyniosą zamierzone rezultaty - na razie zaobserwowano niewielki wzrost przepływu na dolnej wodzie Kuźnic i Juszkowa.

 


Drukuj

2808 raz(y) oglądano.


Mapa
Zwiedzanie obiektów
Przetargi
Zwiedzanie obiektów

Strona główna  |   O firmie  |  Aktualności  |  Obiekty  |  Usługi  |  Kontakt